poniedziałek, 5 lipca 2010

Sergeevka (czyt, Sjergjewka)- gleboka dziura, na poludniu Ukrainy, powstala po nuklearnej wojnie. Na zgliszczach powstalo kilka osrodkow o przeznaczeniu 'wypoczynkowym', do ktorych co roku wagonami bydlecymi dowozone sa uszczesliwione dzieci z krajow bylego Zwiazku Radzieckiego. Oprocz tego krajobraz urozmaicaja szkielety nie dokoсczonych budowli, jak i pola i pola, i jeszcze pola. W wyniku radioaktywnego napromieniowania mozna noca zauwauwazyc swiecace sie punkty, niektorzy z naszych nowych przyjaciol, maja po dwie glowy, siedem palcow, trzy rece, w zadkich przypadkach dwa psipsiorki. Czas w Sergeevce nie podlega zadnym miarom. Tu 'wszystko' 'zyje' swoim wlasnym rytmem... nawet nasze 'jedzenie' na stolowce.

Jedzenie- w sumie to jak przez mgle majaczy nam sie to slowo... w Sergeevce chyba mowia tak o:
sniadanie- zimny makaron z czyms miesopodonym o ksztalcie ogromnej parowy, ktora dostalismy dzien wczesniej na kolacje. Czyli standard kolonijny. makaron mozna 'zapic' lepka, biaіa mazia, ktorej jeszcze nie mialysmy skosztowac, gdyz nasze skurczone zoladki jeszcze sie na tyle nieuodpornily.
Obiad- kazdego dnia kuchnia zaskakuje nas nowa kompozycja smakow i aromatow. Raduje nas bardzo, ze zostaіo nam kilka zupek chinskich, z ktorych skrzetnie wygrzebujemy przyprawy i zabieramy ze soba. Zupka mniam, mniam. Kartoflanka- smakuje dokladnie tak jak... ciut slona woda, barszczyk- smakuje jak hmmm ciut slona czerwona woda, ostatnio nawet mielismy jarzynowa, w ktorej po za ziemniakami przy glebszej analizie mozna bylo znalezc sladowe ilosci fasoli i skorki z pomidora (ktorego nie zjedlismy na sniadanie przyp. autor). Podsumowujac nasze posilki, przeszlysmy na diete ogorkowo- pomidorowa, gdyї sa to glowne zjadalne czesci naszych posilkow.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz