Jak na prawdziwe ksiezniczki przystalo mieszkamy w komnacie i kazdego dnia budzimy sie piekniejsze :) a historia naszej komnaty jest o taka....
kiedy pierwszego dnia przyjechalysmy do naszego cudnego lagru (tlum.obozu) bylo nas szescioro... my trzy oraz dwie dziewczyny i jeden chlopak z Turcji, kiedy jakis chlopak, ktory podobno mial mowic po angielsku (test był taki: is it far away? -odp. mina mowiaca 'nic K*** nie rozumiem' -dzis juz wiemy ze to Pietrowski, ktory kocha nas wszystkie bo to taka ukrainska tradycja, jest superstar, spiewa na koncertach i robi szol, a i po ang mówi tylko I love you babe, i moglby byc zawodowym transwestyta) zaprowadzil nas do tri etaznego korpusu (tlum. trzy pietrowego budynku) wyniknal pierwszy problem... otoz okazalo sie iz sa dla nas przewidziane dwie komnaty (tlum. pokoje) 4-osobowa i 2-osobowa i wsio :) jako ze postanowilysmy wykazac sie nasza aiesecowa tolerancja i wogole byc mile to pozwolilysmy dziewczynom zajac dwojke, same przygarniajac turaska... lozka zaklepalysmy szybko, wiec biedak musial spac na gornej czesci pietrowego lozka...wraz z Danka (w sensie ona na dole, żeby nie było ;) ). Zylo nam sie calkiem dobrze wolalysmy aby zakrywal oczy kiedy sie przebieralysmy, on mowil: 'Is it funny for you, Maaartaaaa?' (pokazemy Wam jak, jak tylko wrocimy, bo to smieszace ;P) no i tak przemieszkalismy sobie tydzien razem nie wadzac sobie nawzajem, w milej atmosferze... a po tygodniu zjawil sie... Rafi. Chlopak z Indonezji, i postanowili, ze Ozan bedzie mieszkal z nim a nie z nami.... poplakalismy, potesknilismy i pewnego 'pieknego' dnia na pocieszenie dostalysmy (jak mawiaja tutejsi) kitanca... przyjechal Shadow w Tajwanu... i zaczelo sie... jego dzien wyglada mniej wiecej tak: wstaje o 6:00 (ma baaardzo glosny budzik!) zaczyna od umycia buzi, raczek i nie wiem czego jeszcze, a pewnie zebow odkrecajac kran naszej ledwo-trzymajaca-sie-sciany umywalki pokojowej bardzo mocno, że ta woda tak glosno leci (mozecie sobie to porownac z szumem lisci jak sie ma kaca- takie dycybele!) potem robi gimnastyke, ktora trwa okolo 30 sekund, macha rekami na prawo i lewo jakby chcial kogos zabic, Rafi mowi ze to moze byc Tekwondo (jakkolwiek sie to pisze) ale nie podejrzewamy go o takie zdolnosci. Gra na flecie, właściwie to na trzech... Robi jeszcze wiele fajowych rzeczy, serio! tak, ze z przyjemnoscia wykorzystujemy nasze AIESECowe przygotowanie do znoszenia roznic kulturowych, ktore w naszym pokoju maja sie swietnie. Ostatnio mamy jeszcze cztery nowe kolezanki jedna to Aga z polski i ona mowi po rosyjsku, dlatego obawiamy sie ze nauczyciele i instruktorzy sportowi juz nie beda nas lubic i z nami gadac bo my tak ploho (tłum. zle) mowimy po rusku a ona swietnie... ale twierdza ze dalej nas lubia. druga przyjechale z Serbi, jeszcze z nia za duzo nie gadalysmy, no ale na pewno bedzie jeszcze okazja. Kolejna to Krisztina z Wegier, byla OGiXksem w Radzie, no i Helena z Moldawii - Comm z zapedami na eLCePa;) Co do Turczynek, bo o nich ciut malo, sa spoko, czasem troszke zamulaja ale jest cool!
A wracajac do naszej komnaty, to powiesilysmy sobie na scianie mape slaska i pocztowke z logo Katowic i zrobilo nam sie przytulniej. Mamy duzo gosci, moze to znaczy ze nas lubia...? ktokolwiek wchodzi do naszego pokoju pyta dlaczego spimy w 'sypialnych myszkach' (fajne nie? ;P to spiwory sa) i maja z tego mega ubaw, nie wiedziec czemu... ogolnie przychodza wieczorami na 'ciut ciut' (ktore trzymamy w lodowce pod lozkiem) lub z 'ciut ciut' lub poprostu powiedziec nam spokojnej noczi, czasem mamy nowe zwierzatko w pokoju po za komarami i muchami, przychodza pajaczki (dzisiaj mialysmy prawie tarantule! ale Artjom zawolany na pomoc bystro sie z nim rozprawil, teraz jego trup lezy przy wejsciu na balkon), natomiast u dziewczyn mieszkal gigantycznych rozmiarow konik polny...
Od paru dni troszkę pada, znaczy jest pięknie potem leje potem znów jest pięknie... i tak ni tu isc na plaze, ni tu siedziec w pokoju... chociaz na plaze jeszcze i tak byśmy nie poszly, gdyz bylysmy ostatnio chore... rozlozylysmy sie w trojke jak jeden maz (w sumie jak jedna zona) i przespalysmy prawie dwa dni, dobrze, ze tu sie nas pytali jak sie czujemy i czy wszystko okej bo polska jakos wtedy zaniemogla i nikt nas nie wspieral w naszej chorobie :( czujcie sie winni ;) Cale szczescie ze nasz przyjaciel z Tajwanu studiuje medycyne wiec troche ponaciskal jakies zyly i zyjemy.
oko, czas konczyc bo jeszcze tyle do zdzialania dzis,
przesylamy miliony buziakow jak zwykle i do przeczytania!
Danusia, Paulina, Marta
P.S. Pocztowki mozecie nam wysylac na adres: Koniec Swiata 3, Sergeevka /blisko Odessy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz