piątek, 13 sierpnia 2010

posljedni post

Ok 23 przypomniało nam się, ze miałymy kupić ... pomidory. Padł zakład... Marta oznajmiła, że tutaj o tej porze nigdzie nie kupimy pomidorów, a Danusia wyruszyła w miasto. Po około 10 minutach wróciła trzymając w ręce 2 lizaki, paczkę semiczków(słonecznik) no i zwycięskie pomidory! Uradowana czekała na wygraną... czyli Martę tańczącą na schodach przy głównym wejścu na dworzec. Wszystko jest udokumentowane - chętnych zapraszam - wkrótce na youtubie;)
Kiedy wreszcie zabiłyśmy czas, a na prawdę robiłyśmy już wszystko... (WSZYSTKO!) nadjechał pociąg. Jak pewnie znacie nasze parszywe szczęście nasz wagon znajdował się na saaaaaamyyyyym kooooońcuuuuuu pociągu, który liczył jakieś 20 wagonów.... wygodnie usadowiłyśmy się naszych wierchnich łóżkach w naszej prywatnej niedrogiej saunie i ruszyłyśmy na podbój Krymu!
plus minus 12 godzin później wysiadłyśmy z sauny do jeszcze większej sauny o wdzięcznej nazwie Symferopol, złapałyśmy trolejbusa (wiecie, że z Symferopola prowadzi najdłuższa na świecie 'droga' trolejbusowa do Jałty która ma około 100 km?) do Ałuszty. Po dwóch godzinach drogi wysiadłyśmy na dworcu autobusowym i rozpoczełyśmy polowanie na pokój. Ku naszej radości sama nawinęła się przyjemna kobita, która za rozsądną cenę zaoferowała nam pokój, także 15 minut później brałyśmy prysznic w naszym nowym malutkim mieszkanku.
Po zakosztowaniu odrobiny luksusu (tak, chodzi mi o prysznic) postanowiłyśmy poszukac morza, które znalazłyśmy jak milion innych ludzi, którzy ewidentnie zrobili to szybciej niż my ;P jednak Ałuszta piękna,piękna, no pięęęękna...
Następnego dnia wybrałyśmy się na pierwszą wycieczkę krajoznawczą do Jałty oraz Haspry gdzie znajduje się prześliczne Jaskółcze Gniazdo. Dzięki temu, że ciut zabłądziłyśmy, a Marta potrafi zapytać o drogę, uprzejmy pan pilnujący wejścia do super wypaśnego sanatorium wpuścił nas 'tylnym' wejściem mówiąc, że jakby co to jesteśmy jego znajomymi, tym oto sposobem zwiedziłyśmy jaskółcze gniazdo z bliska i zaoszczędziłyśmy 5 hrywien każda (wiecie, że 6 to piwo, a 5 to pół litra... wody mineralnej oczywiście). Widoki imponujące, a plaża, morze, zatoczki, aż zachciało nam się wykąpać... niestety nigdzie nie było zejścia do morza... Dotarłyśmy do Jałty i zdesperowane postanowiłyśmy się jednak dziś popluskać. Znalazłyśmy darmową 'plażę' pełną kamieni i... ludzi! (wyobraźcie sobie kwadrat 20m na 20m i na nim 10000 ludzi, o tak było ;P) znalazłyśmy tam też wygodne leżaczki, jednak podszedł pan i zaoferował nam wynajem jednego za... 45 hrywien, węc grzecznie podziękowałyśmy (pamiętacie ile piwo, nie?)
Następnego dnia zachciało nam się wycieczki do Sudaku, jednka marszrutka uszła nam sprzed nosa... a kolejna była za jedyne..5 godzin. Szybko zmieniłyśmy plany na Massandrę, gdzie planowałyśmy znaleźć miłą zatoczkę, bez ludzi, bez brudu, bez hałasu... Jako, że Massandra to miasteczko górski a morze znajduje się w dole zaczęłyśmy schodzić, schodzić, schodzić, schodzić... i tym sposobem dotarłyśmy do... Jałty! juuuhuuu! znalazłyśmy drugą darmową plażę, tym raze bez kamieni, ale na betonie :D jednak woda była niesamowita, niebieściutka, przezroczysta i ciepła (ona miał 23 stopnie!!!!!)a widoki... wchodzi do morza i patrzysz na góry <3 raj na ziemi seriooo!
Każdego dnia, postanowiłyśmy także skosztować czegoś typowo ukraińskiego lub Krymskiego, poprzez piwo, słodycze, dziwne pierożki, wareniki i inne cudeńka.
Niestety czas leci niesamowicie szybko więc przyszedł czas na powrót do Odessy, wracałyśmy zajebiście klimatyzowanym pociągiem, który chłodził się całą noc aby nad ranem być znośny...
Dzień w odessie nie był jakiś tam niesamowity więc nie będziemy się specjalnie rozpisywać właśnie siedzimy w całkiem przyjemnym hosteliku z masą międzynarodowych ludzi, który ma superaśny wystrój (jak dla mnie- Marta) tapetę jakby z gazet w pokoju na ścianie jest biała tablica, na której możesz napisać cokolwiek chcesz i wpisy są śmieszące :D
jutro z rana targamy nasze sumeczki na aerowagzał i frruuuuu do polszy!
seeeyouuuu there!!!!
buziaki
Danusia&Marta

1 komentarz: